umzug wien calivita torby bawełniane kasetony sufitowe baza firm augustów

Wiadomości - Odkupiciel nie był pacyfistą - Pawilon

2008-01-22  
Stoisko
Religia
Jezus Nazaretańczyk nie był pacyfistą
Kiedy niekiedy oglądanie telewizji wiąże się z tym samym rodzajem perwersji, która
charakteryzowała starożytnych Rzymian oglądających gladiatorów na arenie
cyrkowej
Widocznie tkwi kędyś w człowieku potrzeba napawania się przemocą.
Właśnie w tej sferze naszego życia najmocniej widać obecność grzechu
pierworodnego, a nie – jak w szeregu przypadków się uważa – w płciowości. Ludzie wstydzą
się swojej seksualności, a tak naprawdę powinni wstydzić się tego, że
używają przemocy.
Jedna z zasad, którą pewnego dnia wyraził fallus kierownictwa brytyjskiej BBC,
brzmi: "Lepiej wskazywać jak się ludzi robi, niż jak się ich zabija". To
właściwie odważne zdanie, ale zwraca uwagę na to, że media postępują zwyczajowo
odwrotnie, stosują dużo ostrzejszą cenzurę w dziedzinie seksu niż przemocy.
Tematyka ludzkiej czułości stanowi dla nas tabu, z kolei nie przejawiamy
takiej samej wrażliwości na siła. Rodzice zasłaniają oczy swoim
pociechom, gdy tylko na ekranie telewizora pojawi się całująca się para, ale
nie czują już takiej potrzeby, gdy oglądają scenę zabójstwa. Dużo wcześniej
również pozwala się dziecku oglądać filmy z przejawami brutalności niż z
przejawami ludzkiej czułości. Oczywiście, nie mówimy tutaj o takim
pokazywaniu ludzkiej seksualności, jaka w gruncie rzeczy też jest formą
przemocy i pogardy wobec człowieka.
substytut męstwa
Stymulacja wyobraźni przez oglądanie scen przemocy jest oszukiwaniem
potrzeby przeżycia przygody, która tkwi w człowieku, zwłaszcza w mężczyźnie.
Jest w nas łaknienie opowieści o walce, bohaterstwie i męstwie.
Człowiek, który emocjonuje się przemocą na ekranie telewizora nie
uczestniczy jednak w tej przygodzie, nie ryzykuje własnym życiem. Ostatnio
oglądałem reklamę pewnego programu telewizyjnego, który ma wskazywać
kataklizmy w przyrodzie. Nauczyciel języka obcego zachęcał: "Wszystko to, co chcielibyście
zobaczyć, ale nie chcielibyście się z tym spotykać". To niemalże określenie
tego czym jest doświadczanie przygody w dzisiejszym świecie. Nie ma to
jednak nic wspólnego z prawdziwą walką i prawdziwym męstwem – z prawdziwą
przygodą.
Przemoc, ani ta oglądana, ani ta realna, nie jest formą męstwa. Wręcz
przeciwnie – jest przejawem tchórzostwa i niepewności. Ci, którzy znają
sztuki walki i potrafią skutecznie się bić, nie są zwyczajowo skorzy do
bijatyki. Innym sposobem człowiek, który tych umiejętności nie posiada, stale
odczuwa mus sprawdzania się. Ten, kto stosuje wojsko fizyczną, dużo
w wyższym stopniu chce udowodnić, że jest kimś, kim w rzeczywistości nie jest, niż
wyrażać prawdę o sobie.
Rodziciel ucieka się do przemocy fizycznej lub słownej wobec własnego dziecka,
gdy jest bezwładny. Może przy tym pomylić siła z karą. Ta ostatnia jest
czymś pozytywnym, bo zawiera w sobie margines społeczny ekspiacji, a przez to służy
odnowieniu relacji. Władza za to jest w próbą upokorzenia tego, wobec
kogo się ją stosuje.
Spowiednik też czasem zachowuje się w sposób, który można by opisać cechy charakterystyczne mianem
przemocy słownej. Czyni tak na przypadek wtedy, gdy sam nie jest pewny tego,
o czym mówi penitentowi, bądź po prostu brakuje mu argumentów. Lęka się
konfrontacji z postawą czy sytuacją, którą przedstawia mu pokutę czyniący.
Siła jest źle ukierunkowanym gniewem i jest objawieniem nie siły, lecz
słabości. Nawet o ile pokazuje bicepsy lub dysponuje aparatem policyjnym,
furt jest znakiem słabości. Najlepszym tego przykładem w historii Kościoła
była inkwizycja. Gdy zabrakło dobrej teologii, solidnych argumentów, to
zaczęto ludzi "przekonywać" do wiary za pomocą dekretów.
"dzień dobry, jestem katem"
Na czym więc polega męstwo? Św. Tomasz z Akwinu powiedziałby, że przede
wszystkim na odważnym znoszeniu przeciwności. Na tym, by nie tracić nadziei
i to zarówno wtedy, gdy troszczymy się o nasz byt materialny, o to, by
związać krańcowość z końcem, jak i wtedy, gdy podnosimy się z naszych kolejnych
moralnych upadków. Św. Augustyn powiedział: "Ile razy powstajesz, tyle razy
jesteś zwycięzcą". Zgoda na siebie, takim jakim się jest, połączona z walką
o to, by być lepszym – to również jest męstwo.
W przestrzeni społecznej przykładem męstwa jest przeciwstawianie się złu.
Niezmiernie brakuje go w naszym kraju. Pod warunkiem ktoś wulgarnie zaczepia dziewczynę
stojącą na przystanku tramwajowym, to prawie pies z kulawą nogą nie zareaguje. Tymczasem,
pod warunkiem komuś historia się krzywda, to moim obowiązkiem jest wystąpić w jego
obronie, niezależnie od tego kim jest. Nawet o ile nie jest chrześcijaninem
a krzywdę wyrządzają mu chrześcijanie. Nawet jeżeli reprezentuje wrogą
partię polityczną czy stronnictwo, a jest atakowany niegodnie przez tych, z
którymi się utożsamiam. Przejawem męstwa jest też wspieranie, tych, którzy
walczą z niesprawiedliwością.
Czym jeszcze różni się męstwo od przemocy? Męstwo jednoczy, buduje nowe i
trwałe więzi. Siła dzieli. Nawet o ile ludzie chwilowo łączą się, aby
zniszczyć wspólnego wroga, ich jedność pryska w momencie, w którym wróg
przestanie istnieć. Pełni on rolę kozła ofiarnego.
Zresztą, samo to, że jakaś wspólnota w ogóle znajduje sobie kozła
ofiarnego, najlepiej świadczy to o tym, że stosunki w niej panujące nie są
wolne od przemocy. Można to zaobserwować w wielu wspólnotach zakonnych.
Zawsze znajdzie się brat, którego większość nie lubi. Jest irytujący, dba
tylko o swoje sprawy, nie liczy się ze zdaniem innych. Św. Bernard z
Clairvaux proch podobno twierdzić, że jeżeli w klasztorze zabraknie brata,
który będzie dla wszystkich utrapieniem, to opat powinien iść do sąsiedniego
klasztoru i takiego mnicha do swego opactwa pożyczyć na niejaki epoka. W
przeciwnym razie w klasztorze zabraknie czegoś niesłychanie istotnego. Taki
zakonnik uświęca swoich współbraci. Życie z nim pod jednym dachem, istnienie
wobec niego uczciwym, staranie się także o jego dobro jest prawdziwym
męstwem.
Łatwiej jednak obarczyć go odpowiedzialnością za wszelkie zło. Wtedy brat,
który uświęca, staje się kozłem ofiarnym. Wszyscy jesteśmy wspaniali, tylko
on jeden jest do bani. To obrzydliwe. Powinno się się tego wystrzegać, to
zaś wymaga ciężkiej pracy wydobywania włość z tego człowieka. Można się na
niego złościć, zwracać mu uwagę, wymagać od niego, ale nie można zrzucać na
niego odpowiedzialności za wszelkie nasze niepowodzenia. Czasem może się to
dopełniać wielce subtelnie i pozycja naszą świadomością. Przeto potrzebna jest
nam wrażliwość, czujność i obiektywizacja tego, co myślimy, a nawet pewna
nieufność wobec własnych słów.
Kilkanaście lat temu opowiadałem wiele kawałów o Niemcach. Znałem ich
dziesiątki. Wymyślałem je, zbierałem i powtarzałem. Gdy zwrócił mi na to
uwagę mój przyjaciel, zorientowałem się, że wynika to z żalu i niechęci do
mojego niemieckiego profesora. Nie mogąc innym sposobem okazać gniewu, uciekałem
się do takich właśnie sposobów. Dotykało to jednak w wyższym stopniu mnie niż jego.
To kolejna różność pomiędzy przemocą a męstwem: męstwo pozwala wewnętrznie
się rozwijać, władza przeciwkonie zaś rani nie tylko tego, przeciwko komu jest
skierowana, ale także, a nawet przede wszystkim, tego, który się jej
dopuszcza.
Przeto jestem zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci. Nie wyobrażam sobie
społeczności, która z czystym sumieniem deleguje kogoś do wykonywania
wyroków śmierci, ponieważ tym samym przeznacza tego człowieka na psychiczne
i duchowe wyniszczenie. Ktoś posiadający dużą wiedzę powiedział, że każdy z osobna zwolennik kary
śmierci powinien być gotowy, żeby ją samemu wykonać. Jeżeli kat wypełnia
sprawiedliwość ludzką i Bożą, to powinien być wzdłuż i wszerz przyjmowany
z szacunkiem i serdecznością. Wyobraźmy sobie człowieka, który przyjdzie na
przyjęcie i przedstawi się: "Dzień dobry, jestem katem". Jaka będzie
reakcja? To człowiek, który budzi grozę. W pewnym sensie on również jest
kozłem ofiarnym, którego obciążono wszelkimi konsekwencjami związanymi z
używaniem przemocy.
Adam – pierwszy pacyfista
Tak jak siła jest wulgaryzacją walki, tak pacyfizm jest wulgaryzacją
pokoju. Nie powinno się z nim mylić chrześcijańskiej postawy negacji przemocy.
Pacyfizm nie jest odpowiedzią na przejawy agresji. Jest w dużej mierze
chęcią trzymania się hen od innych cierpiących niesprawiedliwość. To
wypaczenie. Czasem walka jest konieczna, bo żyjemy, niestety, na takim a
nie innym świecie. Chrześcijanin nie może być inercyjny. Na tym polegał zasadniczy
wina Adama. W Księdze Rodzaju czytamy przecież, że stał tuż przy Ewy, kiedy
kusił ją wąż, i nic nie zrobił! To był pierwszy pacyfista.
Ten wątek podejmuje C. S. Lewis w powieści "Perelandra". Konstytutywny heros –
Ransom – zostaje wysłany na Wenus, nazywaną przez jej mieszkańców
Perelandrą. Dociera tam też człowiek głęboko
owładnięty przez złego ducha i próbuje skusić przedstawicielkę tamtejszej
rasy do grzechu, którego ona nie zna. Zadaniem Ransoma jest zasłonić
wenusjańską Ewę, przed tym, czego ziemska się nie ustrzegła. Okazuje się,
że, aby zniszczyć pokusę, musi zniszczyć kusiciela. Lewis, układając
opowieść właśnie w ten sposób, pokazuje, że używanie siły w walce o sprawy
Boże jest dopuszczalne w wyjątkowych sytuacjach. Charakterystyczne jest to,
że używa słowa "walka", a nie "siła". Ostateczne wynik ma
sprowadzić walka na gołe pięści, którą Ransom stoczy ze swoim przeciwnikiem.
Obaj ryzykują w niej życiem. Człowiek, który używa przemocy raczej nie
bierze pod uwagę takiego zagrożenia.
Czy wobec tego mam system prawny zabić kogoś, kto w sposób znaczny zagraża innym
ludziom i nie można innym sposobem ich przed nim uchronić? wiat chrześcijański boryka
się z tym tematem przez wieki. Jeszcze w średniowieczu pojawiła się w
teologii przedsięwzięcie wojny sprawiedliwej. Dzisiaj, w dobie broni masowego rażenia,
z trudem sobie wyobrazić wojnę sprawiedliwą. Zagrożenie terroryzmem również
rodzi wiele pytań. Wspólnota międzynarodowa każdorazowo musi reagować na
pytania, czy wolno handlować z dyktatorem lub czy wolno wysłać przeciwko
niemu wojska. Wielu teologów zastanawia się nad tymi problemami, zwłaszcza
że w Iraku czy w Afganistanie prowadzimy wojny, które wcale nie są
jednoznacznie obronne i sprawiedliwe. Czym są one usprawiedliwiane? Troską o
jakieś dobro, którego niestety nie można w nowy sposób zrealizować. Czy
jednak wolno nam zabierać wolność ludziom tłumacząc się tym, że źle jej
używają? Nawet człowiek tak głęboko świecki jak Alexis de Tocqueville
odpowiadał, że nie. Tu nie ma jednej łatwej odpowiedzi.
nie ma gotowych rozwiązań
Człowiek chciałby mieć syntezę, dającą mu pewną wiedzę o całej
rzeczywistości. Każda synteza jest jednak ograniczona. Summa św. Tomasza
jest wspaniała, ale ma wiele luk. Nowoczesny świat stawia pytania, na które
św. Tomasz może starał by się odpowiedzieć, ale na pewno nie odpowiadają na
nie jego księgi. Także jest ze współczesną syntezą Karla Rahnera.
Niektóre jej fragmenty zapierają oddech w piersiach, ale ona również posiada
luki, ponieważ życie nie poddaje się syntezie. Dwóch ludzi może w niezmiernie
podobnej sytuacji zachować się zupełnie inaczej, ale obaj postąpią dobrze.
Zasada ta dotyczy rozstrzygania w sferze duchowej w ogóle.
Problemem całego łacińskiego chrześcijaństwa jest to, że niektórzy chcieliby
mieć skodyfikowane odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania. Był taki
dziewiętnastowieczny prąd w teologii moralnej, który się nazywał kazuistyką.
Moim zdaniem to nie była już teologia, bo nie było w niej w ogóle mowy o
Bogu. Można być doskonałym kazuistą nie wierząc w Boga. Mam wrażenie, że my
– przedstawiciele Zachodu – zapomnieliśmy o tym, że świat chrześcijański jest
przede wszystkim praktyką duchową, a nie doktryną. Nie kwestionuję
oczywiście potrzeby istnienia etyki i doktryny, ale w gruncie rzeczy pełnią
one rolę służebną. Pan Odkupiciel nie przyszedł i nie umarł za nas tylko po to,
byśmy mieli konkretne przekonania na Jego temat, ale byśmy byli zbawieni.
Stąd odpowiedzi na te pytania najlepiej szukać w modlitwie i w
natchnieniu Ducha Świętego, w pytaniu siebie, jakiemu dobru służę, czy chcę
naprawdę walczyć, czy tylko się na kimś wypakować. Wybitny jezuicki teolog
Francois Varillon pisał, że ludzki gniew będzie wtedy prawdziwy, gdy
zostanie rafinowany przez modlitwę.
Warto prześledzić Ewangelie, zwracając uwagę na to, jak Pan Jezus z Nazaretu reaguje na
wojsko. Zestawić kawałek o nadstawianiu drugiego policzka z tym, który
opisuje zachowanie Jezusa po tym, jak dostał w twarz. Okazuje się, że
chrześcijanin nie ma być ofiarą losu. O ile nie będzie umęczony i
zadręczony, to też będzie dobrym chrześcijaninem. Kiedy Pan Jezus Nazaretańczyk dostaje w
twarz od sługi arcykapłana, wyraźnie się broni. Trzeba zobaczyć, w który
sposób to robi. Pokazuje swoją siłę bez uciekania się do przemocy. Nie
wrzeszczy na niego: "Ty szubrawcze, ty draniu. Jak śmiesz?! Nie wiesz kim Ja
jestem!". Przeciwnie zaś otwarcie nazywa zło: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij,
co było złego. A jeżeli dobrze, to z jakiego powodu Mnie bijesz? (J 18, 23).
Św. Piotr pisał w swoim kantyku o Chrystusie: Gdy cierpiał, nie groził, ale
oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie (1P 2, 23). Dla Piotra, który
widział prawdopodobnie egzekucje – w tamtych czasach ówczesny one publiczne –
musiało to być niezwykłe przeżycie. Widział zapewne niejednokrotnie, jak
konający na krzyżu rzucają obelgi i przekleństwa. Chrystus, kiedy cierpiał,
nie groził. Wziął wszystko na siebie, ale to Go nie zniszczyło. Medytacja
nad Męką Pańską jest w dużej części opowieścią o przemocy i walce. Pozwala
ona zobaczyć męstwo tam, gdzie zewnątrz jest tylko zatracenie. Chrystus był
bojownikiem, bojownikami byli też męczennicy. W chrześcijańskich tekstach o
męczeństwie do najczęściej używanych rzeczowników należą właśnie słowa:
walka, bojownik, rycerz. Walka jest rzeczą dobrą i błogosławioną, ponieważ
jest o co walczyć; jest człowiek, o którego trzeba walczyć.
Nie ma jednak innego sposobu rozeznawania granicy pomiędzy przemocą a męstwem
oprócz wczytywania się w Boże Słowo; przyglądania się postawie Jezusa, kiedy
sam bije, kiedy jest bity, kiedy wypowiada ostre słowa. Na podstawie tej
lektury każdy z osobna musi sam zapracować sobie własne odpowiedzi.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

"Niezapisany zenit" - Fotyga pojedzie do Tuska
Alpejski PŚ: Buechel wygrał supergigant w Kitzbuehel
James Marsden chce pokonać listy przebojów
Orędzie papieża na Światowy Dzień Chorego
Konstrukcja opery w Białymstoku niezagrożona