calivita ogrodzenia gliwice Iwanicz Zdrój noclegi speed trans pozycjonowanie stron

Wiadomości - ydożerstwo Polaków jako problem polityczny

2008-01-19  
ydożerstwo Polaków jako problem polityczny
"Gazeta": od 2001 roku stosunki polsko-żydowskie kwitły. Od kiedy
przestaliśmy obsesyjnie tropić antysemitów, okazało się, że jest ich
znacznie mniej. Polska stała się głównym sojusznikiem Izraela w Europie. Ale
sielanka nie mogła długo upierać się. Bo znowu pojawił się Jan Tomasz Gross. I
znowu zerwały się do boju hufce jego fanatycznych stronników i równie
fanatycznych wrogów - pisze Robert Krasowski.
Tymczasem najnowsza lektura Grossa nie jest warta tego, żeby to wokół niej
układać debatę. Nie dostarcza ona żadnych nowych argumentów. Jeżeli
chcemy dyskusję przebić do przodu musimy wreszcie zbadać kwestię
walki z antysemityzmem jako problem polityczny - ocenia publicysta.
Warto zacząć od tezy podstawowej. Że problem antysemityzmu Polaków, czy też
jego skali, był od samego początku problemem politycznym, a nie moralnym. Po
1989 roku Polacy posprzeczali się o to, co ma być historycznym fundamentem
wolności, na jakiej tradycji historycznej ją podeprzeć. Naprzeciwko siebie
stanęły dwie polityki historyczne. Jeszcze ich wtedy tak nie nazywano,
termin pojawiło się dekadę później, jednak o to w istocie chodziło. Z
jednej strony stanęła lansowana przez prawicę wizja demokracji
antykomunistycznej. A zatem demokracji budowanej na kontrze wobec
nieodległej przeszłości. Demokracji, która rodzi się po to, by rozliczyć
grzechy komunizmu, spotwarzyć jego budowniczych, a wynagrodzić tych, którzy
mieli zasługi w walce z komunizmem. Naprzeciwko tej antykomunistycznej
polityki historycznej stanęła wizja demokracji antyendeckiej. Traktowała ona
komunizm jako mniejsze zło, jako niewłaściwą odpowiedź na prawdziwe zło - na
endecję. Wedle tego przekonania, lansowanego przez solidarnościową lewicę,
endeckie zło jest wciąż żywe. Komunizm nie przeorał społeczeństwa, ocalił
Kościół, zachował wieś. Zamiast być społeczną rewolucją, okazał się
historyczną zamrażarką, z której polskie społeczeństwo wychodzi polskie
naturalnie takim, jakim było przed 1939 rokiem. A więc - wedle opisu lewicy -
niechętne Żydom, nowoczesności, tolerancji, demokracji, postępowi. Jednym
słowem, ciemnogród.
Podczas gdy jedna strona sądziła, że najcięższą, być może śmiertelną
chorobą polskiej duszy jest kwaśniewszczyzna, druga utrzymywała, że
dmowszczyzna. Jedni sądzili, że wychowanie Polaków do demokracji może się
wykonać poprzez wykorzenienie braku wrażliwości na zło komunizmu, drudzy że
poprzez uwrażliwienie Polaków na zło antysemityzmu. Bo z całego katalogu wad
Polski endeckiej, lewa strona jako wadę naczelną wybrała żydożerstwo.
Uznała ją za plagę plag, kwintesencję przesądu, największego wroga leżącej u
podstaw demokracji tolerancji dla innych.
W dzisiejszych czasach brzmi to może jak problem akademicki, jednak w latach 90. zderzenie
się tych dwóch postaw było główną osią polskiej polityki. Kto pamięta
publicystykę z tego okresu, ten wie, że prawicowe media pisały niemalże
wyłącznie o patologiach komunistów z okresu sprzed i po 1989 roku. Z kolei
lewicowe obsesyjnie wracały do jednej tylko kwestii - antysemityzmu, zarówno
dawnego jak i obecnego.
To dotychczasowy lustrzane zachowania, które przyniosły odwrotne do zamierzonych
efekty. Z jednej strony sprawiły, że środek Polaków wybaczyła Jaruzelskiemu
wcięcie wojenny i w kolejnych wyborach głosowała na Kwaśniewskiego i Millera. Z
drugiej, doprowadziły Polaków do niewrażliwości na piętnującą żydożerstwo
pedagogikę społeczną. Różne dotychczasowy mechanizmy porażki obu tych szkół
perswazji.
O jałowości walki z antysemityzmem przesądziła przede wszystkim jej
abstrakcyjność. Polakom, mającym wówczas w najwyższym stopniu elementarne problemy z
sami sobą, z niedawną przeszłością, z budowaniem swojej narodowej dumy i
przeżywaniem świeżej radości z demokracji, raptem narzucono temat ich
grzechów sprzed przeszło półwiecza. Wbrew opozycyjnym mitom o powszechności
oporu wobec komunizmu, z PRL-u Polacy wychodzili podzieleni i
zdezorientowani.
Jeszcze nie zdążyliśmy uporządkować swojej wiedzy na temat Katynia, na temat
czarnej legendy AK, na temat kolaboracji PZPR z Moskwą czy oceny stanu
wojennego. Jeszcze nie zdążyliśmy się rozeznać, czy nadal mamy ufać Wałęsie,
niedawnej legendzie "Solidarności", która właśnie znowu weszła do polityki,
a tu raptem zaczęto nas przekonywać, że najważniejszym problemem w naszej
historii są getta ławkowe, ataki na Tuwima, i chłopcy z ONR- u. I jeżeli od
tej dyskusji nie chcemy zabierać się za coś naszej niepodległości, to jesteśmy
antysemitami.
Drugim istotnym błędem popełnionym przez organizatorów akcji reedukacji
narodu poprzez walkę z antysemityzmem, okazał się prywatny i emocjonalny
charakter, kto swojej akcji nadali. Dokładniej mówiąc, jej histeryczność
(pokrewny problem ze swoją antykomunistyczną pedagogiką miała strona prawa).
Tak czy inaczej, realne uświadomienie Polakom ich wcale nie wyimaginowanego
problemu z Żydami i antysemityzmem, blokował rozedrgany moralistyczny
fanatyzm pedagogów. Przenigdy nie wystarczało im mówienie, musieli krzyczeć,
piętnować, egzorcyzmować. Tracąc wszystkie miary w ocenie realnych faktów.
ydożerczy napis na murze stawał się powodem do zrobienia czołówki prasa.
Do toczenia wielkich dyskusji, do pisania listów otwartych, a wreszcie do
równie gorącej dyskusji o winie tych, którzy nie potrafią się wystarczająco
na głos się oburzyć. Nie myślano nawet o tym, że wśród ludzi prędko
piętnowanych za niedobór oburzenia, mogli być potencjalni sojusznicy,
których do dyskusji o antysemityzmie można by spokojnie zaprosić, bo sami
uważali antysemickie ekscesy, bez względu na ich skalę, za plamę na honorze
Polaków. Zwolennicy tej pedagogiki społecznej, resocjalizacji potencjalnych
endeków poprzez wciągnięcie całego społeczeństwa w rytuał potępień i
samobiczowania, natrafiając na każdy tarcie diagnozowali go jako
potwierdzenie wszystkich swoich podejrzeń. Jako dowód na antysemicką
chorobę polskiej duszy. Co sprawiało, że jeszcze raźniej ruszali do boju -
pisze w "Dzienniku" Robert Krasowski.
« powrot
Copyright 1996-2008 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Karać z głową - Stoisko
"Zaprosimy Rosjan do postawienia radarów"
Prokuratorzy nie mieli uprawnień by zatrzymać Kaczmarka?
Lekarze rezydenci zapowiadają sprzeciw w sprawie płac
Giełdy zaczęły tydzień od mocnych spadków